Wrócę jeszcze na chwilę do poprzedniego wpisu, tym bardziej, że - jak się ostatnio przypadkiem dowiedziałem, w poniedziałek był Dzień Niespodziewanych Całusów czy jakoś tak...
Miałem kiedyś taką akcję. To było z pięć lat temu na turnusie rehabilitacyjnym. Wracałem późnym wieczorem przez ciemny korytarz do pokoju, wraz z koleżanką, która swój pokój miała naprzeciw mojego (była to jedna z tych 90% o których pisałem ostatnio). Dziewczyna ciut młodsza, bardzo sympatyczna, acz dosyć... "roszczepana". Raczej mnie lubiła; nieraz prawiła mi komplementy, z resztą, była mi wdzięczna, że jej pożyczam laptopa.
No i idziemy sobie tak tym korytarzem. Jesteśmy już blisko naszych pokoi i nagle... ona obraca się na pięcie o 90 stopni i całuje mnie w policzek...
Gdyby na tym się skończyło, to jeszcze nie byłoby w tym nic niezwykłego. Ale...
Bladego pojęcia nie miałem przecież, że ją tak nagle weźmi na amory! W związku z tym, kiedy obróciła się i stanęła w miejscu, by mnie pocałować, nie zdążyłem wyhamować. Przejechałem jej po stopach, a wózek waży koło stówy.
Zszokowany tą całą sytuacją, trwającą może 0.5 sekundy, wykrztusiłem po chwili:
- Strasznie przepraszam...
Na co sąsiadka, głosem złamanym z bólu, jakby chciała jodłować:
- Nie... Nic się nie stało...
Był jednak jeden plus. W oczach stanęły jej "świeczki", dzięki czemu na korytarzu zrobiło się jaśniej i bez problemu trafiliśmy do pokoi...
Ok, koniec z tymi harlekinami. Miałem poruszyć jeszcze jeden temat, ale już mi się dziś nie chce. Do przeczytania!
środa, 26 lutego 2014
piątek, 21 lutego 2014
Najwyższa średnia i historie miłosne
Po ostatnim, poważniejszym wpisie, dzisiaj troszkę lżej.
Generalnie, dzisiaj rozpocząłem ferie i będę je miał - aż do poniedziałku! Na koniec semestru, chciałem sobie z ciekawości średnią obliczyć. Nie zgadniecie, wyszła mi... 14.65! Powiem Wam, że dowartościowało mnie to. A w ogóle, to ja nie matematykę studiuję...
Tydzień temu były Walentynki. Nie dostałem kartki...
Pierwszą "walentynkę" otrzymałem (i co będę Was i siebie oszukiwał - ostatnią, nie licząc tej od chyba Mamy i od takiej starszej pani), gdy miałem kilka lat - może osiem. Był to krótki, burzliwy romans - na tyle, że moje Walentynka, gdy mnie później raz zobaczyła w centrum, prysneła za stojący samochód. Nawet nie wiem, o co jej poszło... Nawiasem mówiąc, teraz jest feministką.
Ogólnie, 90% dziewczyn, które w ciągu mojego życia okazywały mi jakieś małe acz bezpośrednie znaki sympatii, stanowiły dziewuszki albo o co najmniej kilka dobrych lat młodsze, albo - i nie chcę tu przecież nikogo obrażać - nie do końca zdrowe umysłowo. Nieraz jedno i drugie. No ale, ja się w zasadzie nie dziwię... Poza tym, z każdą z nich tworzylibyśmy świetną parę - one dojrzałe, inteligentne - ja wysportowany i w ogóle...
A, byłbym zapomniał o jeszcze jednej - tej, o której pisałem np. tutaj czy tutaj. Tydzień temu także się odezwała, lecz nawet w ten szczególny dzień nie spuściła z ceny.
Pozdrawiam i życzę dobrego weekendu!
Generalnie, dzisiaj rozpocząłem ferie i będę je miał - aż do poniedziałku! Na koniec semestru, chciałem sobie z ciekawości średnią obliczyć. Nie zgadniecie, wyszła mi... 14.65! Powiem Wam, że dowartościowało mnie to. A w ogóle, to ja nie matematykę studiuję...
Tydzień temu były Walentynki. Nie dostałem kartki...
Pierwszą "walentynkę" otrzymałem (i co będę Was i siebie oszukiwał - ostatnią, nie licząc tej od chyba Mamy i od takiej starszej pani), gdy miałem kilka lat - może osiem. Był to krótki, burzliwy romans - na tyle, że moje Walentynka, gdy mnie później raz zobaczyła w centrum, prysneła za stojący samochód. Nawet nie wiem, o co jej poszło... Nawiasem mówiąc, teraz jest feministką.
Ogólnie, 90% dziewczyn, które w ciągu mojego życia okazywały mi jakieś małe acz bezpośrednie znaki sympatii, stanowiły dziewuszki albo o co najmniej kilka dobrych lat młodsze, albo - i nie chcę tu przecież nikogo obrażać - nie do końca zdrowe umysłowo. Nieraz jedno i drugie. No ale, ja się w zasadzie nie dziwię... Poza tym, z każdą z nich tworzylibyśmy świetną parę - one dojrzałe, inteligentne - ja wysportowany i w ogóle...
A, byłbym zapomniał o jeszcze jednej - tej, o której pisałem np. tutaj czy tutaj. Tydzień temu także się odezwała, lecz nawet w ten szczególny dzień nie spuściła z ceny.
Pozdrawiam i życzę dobrego weekendu!
wtorek, 11 lutego 2014
Sens i logika
Po kilku ostatnich wpisach - raczej śmisznawych - dzisiaj nieco inny...
Ludzi można podzielić na tych, którzy w życiu Człowieka widzą Sens i na tych, którzy nie widzą. Tych, którzy nie widzą Sensu, można podzielić na dwie grupki: pierwsi to ci, którzy nie widzą Sensu przez duże "s", głębszego, pośmiertnego, pozaziemskiego, ale widzą jakiś inny, mniejszy, np. miłość, przyjemność, poświęcenie się, komputer, rodzina, bigos lub spaghetti. Drudzy zaś nie widzą żadnego sensu - ani tego przez duże, ani przez małe "s", jednak jakoś sobie żyją.
Ja, osobiście, wierzę w Sens. Nawet abstrahując od Wiary...
Ilość możliwych stanów mózgu jest większa, niż liczba cząstek elementarnych w całym Kosmosie. Mózg jest ponadto najbardziej złożoną strukturą w kosmosie (nie wspomnę o innych cudach organizmu, którymi zachwycają się najwięksi uczeni, których cechuje zwykle duża pokora [jak pisał Tomasz a Kempis: Jeśli ci się zdaje, że wiele rzeczy znasz i dobrze je rozumiesz, pamiętaj, że nierównie więcej jest takich, których nie pojąłeś].). Człowiek jest zdolny do uczuć, czasem do oddania swojego życia za kogoś. Jest w stanie tworzyć piękno i się nim zachwycać (choć to ostatnie jest często względne - wszak piękno nie jest tym samym dla każdego). Takie rzeczy jak na przykład te, pozwalają wierzyć (owszem, to też jest kwestia jakiejś wiary), że ludzkie życie to coś więcej niż kilkadziesiąt lat na Ziemi i adios amigos!
Oczywiście, osoby wierzące w bezsens mają powody, by ludzi myślących jak ja "załatwić na cacy". Twierdzą na przykład, że Życie Wieczne to wymysł, pozwalający pokonać lęk przed śmiercią. Teoretycznie, to nie jest myśl bez sensu, ale ja w nim nie pokładam wiary, bo uważam, że to bez sensu. Z kolei cuda Człowieka, Natury, Wszechświata, redukują do ewolucji, ewentualnie do popularnej obecnie wśród kosmologów koncepcji Wieloświata (multiverse). Jednak, jak to zwięźle ujął ks. prof. Michał Heller - nauka daje wiedzę, a wiara Sens.
A więc: Życie może mieć Sens, albo być bez sensu. Ja uważam, że go ma, bo byłoby bezsensowne, że go nie ma. Wolę doszukiwać się Sensu, gdzie dużo na to wskazuje, niż być szpanerem i doszukiwać się bezsensu. To nie ma sensu. Gdyby TO WSZYSTKO nie miało sensu, to byłoby bezsensownie, a jeśli Sens może być, to trochę nielogicznie - jak dla mnie - wierzyć w bezsens, no bo gdzie tu sens, gdzie logika?
Na koniec chciałbym pogratulować tym, którzy wytrwali do końca wpisu. Ci, którzy to zrobili i żałują, no cóż... Mają pecha, ale każdy ma prawo go mieć; to sensowne. A w ogóle osoby które stwierdziły, że wpis jest bez sensu, to same są bez sensu.
Proponuję też niezły, logiczny monolog, dla rozluźnienia atmosfery.
Ludzi można podzielić na tych, którzy w życiu Człowieka widzą Sens i na tych, którzy nie widzą. Tych, którzy nie widzą Sensu, można podzielić na dwie grupki: pierwsi to ci, którzy nie widzą Sensu przez duże "s", głębszego, pośmiertnego, pozaziemskiego, ale widzą jakiś inny, mniejszy, np. miłość, przyjemność, poświęcenie się, komputer, rodzina, bigos lub spaghetti. Drudzy zaś nie widzą żadnego sensu - ani tego przez duże, ani przez małe "s", jednak jakoś sobie żyją.
Ja, osobiście, wierzę w Sens. Nawet abstrahując od Wiary...
Ilość możliwych stanów mózgu jest większa, niż liczba cząstek elementarnych w całym Kosmosie. Mózg jest ponadto najbardziej złożoną strukturą w kosmosie (nie wspomnę o innych cudach organizmu, którymi zachwycają się najwięksi uczeni, których cechuje zwykle duża pokora [jak pisał Tomasz a Kempis: Jeśli ci się zdaje, że wiele rzeczy znasz i dobrze je rozumiesz, pamiętaj, że nierównie więcej jest takich, których nie pojąłeś].). Człowiek jest zdolny do uczuć, czasem do oddania swojego życia za kogoś. Jest w stanie tworzyć piękno i się nim zachwycać (choć to ostatnie jest często względne - wszak piękno nie jest tym samym dla każdego). Takie rzeczy jak na przykład te, pozwalają wierzyć (owszem, to też jest kwestia jakiejś wiary), że ludzkie życie to coś więcej niż kilkadziesiąt lat na Ziemi i adios amigos!
Oczywiście, osoby wierzące w bezsens mają powody, by ludzi myślących jak ja "załatwić na cacy". Twierdzą na przykład, że Życie Wieczne to wymysł, pozwalający pokonać lęk przed śmiercią. Teoretycznie, to nie jest myśl bez sensu, ale ja w nim nie pokładam wiary, bo uważam, że to bez sensu. Z kolei cuda Człowieka, Natury, Wszechświata, redukują do ewolucji, ewentualnie do popularnej obecnie wśród kosmologów koncepcji Wieloświata (multiverse). Jednak, jak to zwięźle ujął ks. prof. Michał Heller - nauka daje wiedzę, a wiara Sens.
A więc: Życie może mieć Sens, albo być bez sensu. Ja uważam, że go ma, bo byłoby bezsensowne, że go nie ma. Wolę doszukiwać się Sensu, gdzie dużo na to wskazuje, niż być szpanerem i doszukiwać się bezsensu. To nie ma sensu. Gdyby TO WSZYSTKO nie miało sensu, to byłoby bezsensownie, a jeśli Sens może być, to trochę nielogicznie - jak dla mnie - wierzyć w bezsens, no bo gdzie tu sens, gdzie logika?
Na koniec chciałbym pogratulować tym, którzy wytrwali do końca wpisu. Ci, którzy to zrobili i żałują, no cóż... Mają pecha, ale każdy ma prawo go mieć; to sensowne. A w ogóle osoby które stwierdziły, że wpis jest bez sensu, to same są bez sensu.
Proponuję też niezły, logiczny monolog, dla rozluźnienia atmosfery.
piątek, 7 lutego 2014
(Około)sesyjnie
Powrócę jeszcze na chwilę do poprzedniego wpisu. Taki suchar. Wiecie, co robi feministka, gdy usłyszy dobry kawał?
- Śmieje się pod wąsem...
Dobra, koniec nabijania - nie kopie się leżącego.
Większość osób już wie, ale pewnie nie wszyscy; zostałem po raz kolejny wujkiem ostatnio! Mały urodził się w pierwszy dzień sesji wujka. To było poniekąd widać - miał mocno podkrążone oczy. Co zaś do Jego sesji - to trwała ona aż dziewięć miesięcy - a ja po kilkunastu mam dość...
W związku z nią właśnie (z sesją) jest dużo nauki, mało snu. Są też jednak ciekawe przypadki. Na przykład winda zewnętrzna parę razy zamarzła, gdy byłem już pod budynkiem i chciałem zdawać egzamin. Raz to nawet Pani Profesor musiała musiała się garnąć tą samą taksówką co ja i pojechaliśmy zdawać gdzie indziej. Można by rzec, tak jak pewna minister - sorry, mamy taki klimat. Na szczęście, panowie konserwatorzy nie byli tacy i mówili zimie: sorry, mamy takie spraye - dzięki czemu winda na drugi dzień (sic!) już działała. Taka sytuacja...
Z windami takiego rodzaju jest tak, jak powiedział kiedyś pewien pan: Ona musi zaskoczyć. Jak już zaskoczy - to już jedzie... To prawda, musi zaskoczyć. Jak ruszy od razu, to zaskoczeni są wszyscy...
Kończę. Kibicujmy naszym - znicz już płonie!
- Śmieje się pod wąsem...
Dobra, koniec nabijania - nie kopie się leżącego.
Większość osób już wie, ale pewnie nie wszyscy; zostałem po raz kolejny wujkiem ostatnio! Mały urodził się w pierwszy dzień sesji wujka. To było poniekąd widać - miał mocno podkrążone oczy. Co zaś do Jego sesji - to trwała ona aż dziewięć miesięcy - a ja po kilkunastu mam dość...
W związku z nią właśnie (z sesją) jest dużo nauki, mało snu. Są też jednak ciekawe przypadki. Na przykład winda zewnętrzna parę razy zamarzła, gdy byłem już pod budynkiem i chciałem zdawać egzamin. Raz to nawet Pani Profesor musiała musiała się garnąć tą samą taksówką co ja i pojechaliśmy zdawać gdzie indziej. Można by rzec, tak jak pewna minister - sorry, mamy taki klimat. Na szczęście, panowie konserwatorzy nie byli tacy i mówili zimie: sorry, mamy takie spraye - dzięki czemu winda na drugi dzień (sic!) już działała. Taka sytuacja...
Z windami takiego rodzaju jest tak, jak powiedział kiedyś pewien pan: Ona musi zaskoczyć. Jak już zaskoczy - to już jedzie... To prawda, musi zaskoczyć. Jak ruszy od razu, to zaskoczeni są wszyscy...
Kończę. Kibicujmy naszym - znicz już płonie!
piątek, 17 stycznia 2014
Feministko, kocham Cię!
Obiecałem, że nowy wpis dodam, jeśli przeżyję najbliższe kolokwium. A przeżyłem dwa...
Dzisiaj np. miałem również prezentację po angielsku. Prowadząca zwracała m.in. uwagę na to, by - w miarę możliwości - kontrolować swoje zachowanie podczas stresu. Czyli: nie drapać się po głowie, nie krzyżować nóg podczas stania, nie bawić się kartką itd. Ja akurat w tym przypadku mam super - nie muszę się kontrolować; drapanie po głowie idzie mi kiepsko (a w zasadzie: w ogóle), nóg nie krzyżuję gdy stoję (nie mam takiego nawyku), a kartek staram się nie używać podczas prezentacji. Niestety, zawsze jednak mogę zapomnieć treści lub zaciąć się i mówić w kółko jedno i to samo...
Mam w głowie kilka tematów, którymi chciałbym się z Wami podzielić, ale nie wszystko na raz.
Dzisiaj tylko więc tylko jedna myśl, jaka mnie naszła niedawno. A propo 's feminizmu, gender i tego wszystkiego.
Zawsze moim ideałem dziewczyny była taka, która jest po prostu dziewczęca, kobieca (to tylko wierzchołek góry lodowej moich wymagań, ale mniejsza teraz o to). Zmieniłem jednak zdanie. Gdybym miał wybierać - chciałbym ożenić się z feministką!
Jaką? Najlepiej górniczką. I to taką, która pracuje na dole - przy wydobyciu. Jak jest taka szczwana, to niech weźmie kilof do tych swoich subtelnych rączek i zasuwa - na dwie szychty nawet! Przynajmniej nie będziemy klepać biedy, a ona się będzie realizować.W dodatku będzie tak silna, że będzie mnie w pojedynkę wnosić po schodach - razem z wózkiem... Gdyby więc ktoś takową znał - proszę o pilny kontakt.
A tak w ogóle to tamta laska, co mnie podrywa "na sms-a" (pisałem o tym tutaj http://kambloger.blogspot.com/search?updated-max=2013-10-27T18:43:00%2B01:00&max-results=7) cały czas do mnie pisze. Dzisiaj np. pisała, że pije kawę myśląc o mnie i żebym jej wysłał odpowiedź o treści "KAWA". Nie wiem, czy chciała, żebym jej kawę wysłał przez telefon czy co... Pewnie studentka, do sesji kuje.
Słuchajcie, a może to studentka-feministka?
Dzisiaj np. miałem również prezentację po angielsku. Prowadząca zwracała m.in. uwagę na to, by - w miarę możliwości - kontrolować swoje zachowanie podczas stresu. Czyli: nie drapać się po głowie, nie krzyżować nóg podczas stania, nie bawić się kartką itd. Ja akurat w tym przypadku mam super - nie muszę się kontrolować; drapanie po głowie idzie mi kiepsko (a w zasadzie: w ogóle), nóg nie krzyżuję gdy stoję (nie mam takiego nawyku), a kartek staram się nie używać podczas prezentacji. Niestety, zawsze jednak mogę zapomnieć treści lub zaciąć się i mówić w kółko jedno i to samo...
Mam w głowie kilka tematów, którymi chciałbym się z Wami podzielić, ale nie wszystko na raz.
Dzisiaj tylko więc tylko jedna myśl, jaka mnie naszła niedawno. A propo 's feminizmu, gender i tego wszystkiego.
Zawsze moim ideałem dziewczyny była taka, która jest po prostu dziewczęca, kobieca (to tylko wierzchołek góry lodowej moich wymagań, ale mniejsza teraz o to). Zmieniłem jednak zdanie. Gdybym miał wybierać - chciałbym ożenić się z feministką!
Jaką? Najlepiej górniczką. I to taką, która pracuje na dole - przy wydobyciu. Jak jest taka szczwana, to niech weźmie kilof do tych swoich subtelnych rączek i zasuwa - na dwie szychty nawet! Przynajmniej nie będziemy klepać biedy, a ona się będzie realizować.W dodatku będzie tak silna, że będzie mnie w pojedynkę wnosić po schodach - razem z wózkiem... Gdyby więc ktoś takową znał - proszę o pilny kontakt.
A tak w ogóle to tamta laska, co mnie podrywa "na sms-a" (pisałem o tym tutaj http://kambloger.blogspot.com/search?updated-max=2013-10-27T18:43:00%2B01:00&max-results=7) cały czas do mnie pisze. Dzisiaj np. pisała, że pije kawę myśląc o mnie i żebym jej wysłał odpowiedź o treści "KAWA". Nie wiem, czy chciała, żebym jej kawę wysłał przez telefon czy co... Pewnie studentka, do sesji kuje.
Słuchajcie, a może to studentka-feministka?
sobota, 4 stycznia 2014
Trele-Morele i Nowy Rok
Koniec 2013 r. Dobry czas na podsumowanie - jak zawsze po Sylwestrze, ale ja tak średnio lubię te klocki (teraz też tego nie zrobię). Wolę wieczorkami, pod kołderką...
Powiem Wam, że dziwię się ludziom (a stanowią większość), którzy podsumowują rok już w Sylwestra albo i wcześniej. W każdej chwili bowiem, może się coś stać. Dobrego, złego. Śmierć też istnieje w Sylwestra. Później można stać się pośmiewiskiem.
Na przykład, ktoś powie 30.12 tak: ten rok był dobry dla mojego zdrowia. Udało mi się wreszcie wyleczyć bolące, chore zęby. W tym też roku przeszedłem pomyślnie operację kręgosłupa i znów mogę robić fikołki!
Wyjdzie z mieszkania po majonez do sałatki, poślizgnie się z klatki schodowej (czego mu, jasna rzecz, nie życzę) - wybije zęby (te leczone i nieleczone), złamie kręgosłup... A lekarz z dyżuru zapyta go - ot, dla rozluźnienia atmosfery - jak minął rok?
Albo jakaś pani podsumuje swój rok, a ktoś później powie: Ok, ale nie powiedziała najważniejszego: że był dla niej ostatnim...
Myślę, że wstrzemięźliwość warto zatem zachowywać. I to nie tylko przed Nowym Rokiem. Nie tylko w tej kwestii...
A co do Sylwestra, to chyba się udał. Tzn. jak dla mnie - to się udał. Jako abstynent, chciałem zrobić sobie na wieczór i noc zapas Trele-Morele, ale nie było w sklepach i musiałem pić Piccolo. Brzoskwiniowe było. Ale jak to mówią - "Nieważne, jaki smak. Ważne, żeby sponiewierało..."
Życzę Wam pomyślności w Nowym Roku. Zdrowia, trójwymiarowego rozwoju no i szczęścia!
Na koniec mam nieśmiałą prośbę, o przekazanie swojego 1% na moją rehabilitację. Prośba nieśmiała, bo potrzebujących jest wielu, więc to tak na marginesie:
Powiem Wam, że dziwię się ludziom (a stanowią większość), którzy podsumowują rok już w Sylwestra albo i wcześniej. W każdej chwili bowiem, może się coś stać. Dobrego, złego. Śmierć też istnieje w Sylwestra. Później można stać się pośmiewiskiem.
Na przykład, ktoś powie 30.12 tak: ten rok był dobry dla mojego zdrowia. Udało mi się wreszcie wyleczyć bolące, chore zęby. W tym też roku przeszedłem pomyślnie operację kręgosłupa i znów mogę robić fikołki!
Wyjdzie z mieszkania po majonez do sałatki, poślizgnie się z klatki schodowej (czego mu, jasna rzecz, nie życzę) - wybije zęby (te leczone i nieleczone), złamie kręgosłup... A lekarz z dyżuru zapyta go - ot, dla rozluźnienia atmosfery - jak minął rok?
Albo jakaś pani podsumuje swój rok, a ktoś później powie: Ok, ale nie powiedziała najważniejszego: że był dla niej ostatnim...
Myślę, że wstrzemięźliwość warto zatem zachowywać. I to nie tylko przed Nowym Rokiem. Nie tylko w tej kwestii...
A co do Sylwestra, to chyba się udał. Tzn. jak dla mnie - to się udał. Jako abstynent, chciałem zrobić sobie na wieczór i noc zapas Trele-Morele, ale nie było w sklepach i musiałem pić Piccolo. Brzoskwiniowe było. Ale jak to mówią - "Nieważne, jaki smak. Ważne, żeby sponiewierało..."
Życzę Wam pomyślności w Nowym Roku. Zdrowia, trójwymiarowego rozwoju no i szczęścia!
Na koniec mam nieśmiałą prośbę, o przekazanie swojego 1% na moją rehabilitację. Prośba nieśmiała, bo potrzebujących jest wielu, więc to tak na marginesie:
poniedziałek, 23 grudnia 2013
Święta Bożego Narodzenia - zło konieczne?
Mam wrażenie, że Święta Bożego Narodzenia stają coraz częściej dla wielu z nas problemem. I to na wielu płaszczyznach. Jeśli zaś nie problemem, to czymś w rodzaju ogromnej bańki mydlanej, napompowanej - pustej w środku. Myślę, że za bardzo Święta traktujemy tylko jako Tradycję, a za mało, jako Święta właśnie. Piękne, Najważniejsze (no, ewentualnie ex aequo). Nawet ateiści przecież świętują...
W takim wypadku - wypadku spłaszczenia - faktycznie wszystko może denerwować; życzenia, konieczność kupowania prezentów, rodzina... Najlepsze w tym wszystkim jest wówczas na przykład takie cuś:
albo takie...
Jeżeli natomiast odkryjemy Sens tych Świąt i ich znaczenie (najlepiej zacząć to robić z wyprzedzeniem), to szanse są - jak mawiają Francuzi, że będą one lepsze; a przede wszystkim Owocne. Takich właśnie Wam życzę!
A w Wigilię nasłuchujmy głosu nie tylko zwierząt, ale i USB. Bo USB mówi...
W takim wypadku - wypadku spłaszczenia - faktycznie wszystko może denerwować; życzenia, konieczność kupowania prezentów, rodzina... Najlepsze w tym wszystkim jest wówczas na przykład takie cuś:
albo takie...
Jeżeli natomiast odkryjemy Sens tych Świąt i ich znaczenie (najlepiej zacząć to robić z wyprzedzeniem), to szanse są - jak mawiają Francuzi, że będą one lepsze; a przede wszystkim Owocne. Takich właśnie Wam życzę!
A w Wigilię nasłuchujmy głosu nie tylko zwierząt, ale i USB. Bo USB mówi...
Subskrybuj:
Posty (Atom)
