Trochę mi zeszło z napisaniem tej relacji z Anglii. Długo nie mogłem się zebrać, a teraz sporo nauki i o czas coraz trudniej. Dobra, jakby to powiedział red. Paweł Lisiecki - do rzeczy...
To był pierwszy raz, gdy leciałem samolotem nocą. Ciekawe wrażenie, ładnie oświetlone miasta, ale też i jakiś dziwny rodzaj strachu... Lądowanie z resztą też lekkie nie było.
Ogólnie mówiąc - Wyspy nie są złe. Ludzie naprawdę życzliwi, wsie na wysokim poziomie infrastruktukturalnym (chodniki, jezdnia przedzielona liniami), wszędzie - gdzie się da - moje kochane podjazdy (podjazdki, podjazdusie)...Jedyne, co mnie osobiście irytowało, to wysokie płoty drewniane i wszechtworząca, czerwona cegła. Cegła, cegła, cegła...
W ogóle, dużo czerwieni; czerwona cegła, dużo czerwonych twarzy, słynne - czerwone budki telefoniczne i piętrowe autobusy...
Osób na wózkach elektrycznych - młodszych i starszych, naprawdę dużo. Wszędzie. W sklepach, na ulicy, na plaży. Nareszcie nie byłem sam!
Pola uprawne i hodowle, są... jakby "ciut" większe od większości z naszych, przynajmniej tych w moim regionie. Ciekawe chawiry mają też świnie, które mają swojego rodzaju pola namiotowe (trochę jak na Woodstocku) - i w tych namiotach sobie mieszkają - maciora z młodymi. Taka świńska odmiana "Rodziny na swoim"...
Duże wrażenie wrażenie zrobiła na mnie średniowieczna dzielnica Yorku. Masakra - to nie był Gothic!
Dużo rzeczy było fajnych w tej wycieczce, ale najlepsze w tym wszystkim było zobaczyć bliskich...
Parę anegdotek...
Otóż, ciekawa i zabawna za razem historyjka przydarzyła mi się już na lotnisku w Krakowie. Podczas rewizji osobistej, przeszukujący mnie celnik, natrafił dłońmi na gorset, który miałem na sobie. Było widać, że nie bardzo wie co to takiego ciekawego. Natychmiast powiedziałem więc, chcąc człowieka uspokoić: gorset. Niestety, dopiero wtedy zrobił wielkie oczy (być może myślał, że to coś jakby bomba). Powiedziałem więc bardzo spokojnie: gorset ortopedyczny. W tym momencie celnik obrócił się na pięcie i pokazując palcem na moją Mamę, która szła kilka metrów za mną, zapytał niespokojnym głosem: Przepraszam, czy tamta pani mówi po polsku?!
Raz, będąc w dużym centrum ogrodniczym, widziałem chyba... Mario Brosa! Tamten facet był pewnie jego pierwowzorem - niewysoki, z czarnym wąsem i tym samym, uśmiechniętym wyrazem twary. Pewnie gdyby jakaś deskorolka stanęła mu na drodze, skoczył by na nią, inkasując punkty - a gdyby znalazł po drodze jakiegoś grzybka i go zjadł, zapewne by urósł i to w innym kombinezonie...
Pewnego razu, czekałem w pewnym dość ruchliwym miejscu, aż wybije bodajże 16.30. Było jeszcze trochę przed, a ja nie miałem przy sobie zegarka. Pomyślałem więc, że zapytam o godzinę jakąś ładną Angielkę (absolutnie, nie że hierarchizuję ludzi według urody - z resztą, Leonardo di Caprio, mówiąc ostrożnie, też nie jestem - ale wiadomo o co chodzi). Minuty mijały, Angielki mijały, jednak w końcu z niecierpliwości zapytałem o czas jakąś starszą panią. Po prostu, za wysoko powiesiłem sobie poprzeczkę... Co prawda, była jedna całkiem-całkiem, ale akurat miałem gumę na języku i nim sobie ją gdzieś ulokowałem - już jej nie było; a z gumą na języku to tak głupio. Jeszcze może parę - choć naprawdę niewiele - by się wtedy znalazło, co nie zmienia faktu, że Polkom to do pięt nie dorastają. Z resztą, nie tylko one.
Na koniec wpisu proszę nieśmiało o modlitwę. Najbliższe tygodnie będą dla mnie ekstremalnie trudne.
Pozdrawiam
niedziela, 27 października 2013
niedziela, 15 września 2013
Wakacje!
Ostatnie dwa egzaminy mam za sobą. Teraz dwa tygodnie wakacji. Jutro lecę z Mamą do Anglii, do brata z rodziną. Gdy wrócę, to coś napiszę. Jak mawiał klasyk - bede, jak wrócę...
Wczoraj było ognisko u kolegi w ramach spotkania pooazowego. Niestety, część osób nie dojechała, nie pograliśmy też w Mafię. Ogolnie rzecz biorąc jednak, było całkiem sympatycznie. Ewka nie płakała, a chwilami zachowywaliśmy się jak dorosłe dzieci. Pikanterii dodawały bakłażany i ketchup....
Mam dla Was teraz drugi suchar własnego autorstwa, po tym o ewolucji.
- Jak nazywają się długie nerki?
- Kombinerki.
A na koniec piosenka. Nienowa, ale co z tego? Jaki ona ma anielski głos!
Do przeczytania za dwa tygodnie!
Wczoraj było ognisko u kolegi w ramach spotkania pooazowego. Niestety, część osób nie dojechała, nie pograliśmy też w Mafię. Ogolnie rzecz biorąc jednak, było całkiem sympatycznie. Ewka nie płakała, a chwilami zachowywaliśmy się jak dorosłe dzieci. Pikanterii dodawały bakłażany i ketchup....
Mam dla Was teraz drugi suchar własnego autorstwa, po tym o ewolucji.
- Jak nazywają się długie nerki?
- Kombinerki.
A na koniec piosenka. Nienowa, ale co z tego? Jaki ona ma anielski głos!
Do przeczytania za dwa tygodnie!
piątek, 6 września 2013
Paliiwo
Ostatnio potwierdziło się to, co o sobie podejrzewałem u siebie od dawna. Mam ciągotki do zapachu benzyny. Do jej wąchania. Ostatnio, po dwóch wdechach niemal na siłę musialem odjechać z tego miejsca, gdzie była woń, bo takie wciąganie mogłoby wciągnąć. Ale by było. Nie dość, że krzywy, kudłaty - to jeszcze uzależniony od paliwa... Z reszta, jako niepełnoprawny, miałbym utrudniony dostęp do środków. Nie dam przecież rady otworzyć bakii i wsadzić nosa do środka.... Tak czy inaczej,, benzyna pachnie pięknie. Dziewczynom, zamiast pefum po 100zł, polecam 95- ątke, 5.60 za litr....
Od chemii przejdźmy na chwilkę do matmy.. Taka mnie ostatnio myśl naszła, że chrześcijanin powinien patrzeć na życie, jak na taką półprostą o początku A, przechodzącą przez punkt B. A - to oczywiście moment poczęcia, B. - śmierć, no a reszta - to Reszta... Zadziwiające jest, jak dużo uwagi ludzie wierzący (w tym ja) przywiązują uwagi do odcinka AB, w stosunku do pozostałej, bez końca większej części- od B do nieskończoności....
A propo's teologii - jutro światowy dzień modlitwy o pokój w Syrii. Modlitwy i postu. Jutro, choćby nie wiem co i jaka była okazja - ani raz nie wdechnę paliwa...
A TAM BYŁ GOL I KONIEC!!
Od chemii przejdźmy na chwilkę do matmy.. Taka mnie ostatnio myśl naszła, że chrześcijanin powinien patrzeć na życie, jak na taką półprostą o początku A, przechodzącą przez punkt B. A - to oczywiście moment poczęcia, B. - śmierć, no a reszta - to Reszta... Zadziwiające jest, jak dużo uwagi ludzie wierzący (w tym ja) przywiązują uwagi do odcinka AB, w stosunku do pozostałej, bez końca większej części- od B do nieskończoności....
A propo's teologii - jutro światowy dzień modlitwy o pokój w Syrii. Modlitwy i postu. Jutro, choćby nie wiem co i jaka była okazja - ani raz nie wdechnę paliwa...
A TAM BYŁ GOL I KONIEC!!
niedziela, 1 września 2013
Polak mały...
Dzisiejsza data - 1.09 - w szerokim kontekście, jest fatalny dzień. Po pierwsze - rocznica wybuchu II. Wojny Światowej; przyczynku do polskiego bohaterstwa, a ogólniej: do światowego horroru. Po drugie: pierwszy dzień szkoły... Mi od poprzedniego roku ten dzień kojarzy się już nieco inaczej - po pierwsze, właśnie wtedy urodziła się moja najmłodsza bratanica (co za tym idzie, dziś kończy roczek). Po drugie - był to pierwszy pierwszy, w którym nie rozpoczynałem nauki...
Spróbuję teraz połączyć tematy: patriotyzmu i szkoły - dzieci właśnie. Okazja jest ku temu sprzyjająca, niestety...
Nie będę szczegółów opisywał zmiany w gimnazjalnych lekturach, jest to opisane np. tutaj . Osoby broniące tych zmian, twierdzą, że patriotyzmu można uczyć na innych lekturach, że nowe obowiązkowe są lubiane przez uczniów itd. Jednak, do cholery, jeśli w kanonie (gimnazjalnym, bo w licealnym jest) nie ma Pana Tadeusza (tak, wiem, trzeba go czytać krytycznie); jeśi nauczyciel musi wybrać: ALBO Quo Vadis, ALBO Krzyżacy ALBO Potop - to ALBO ktoś tu jest debilem i próbuje z uczniów zrobić swojego pobratymca, ALBO...
W liceach, w nowym programie - jeśli ktoś w drugiej i trzeciej klasie nie będzie na profilu humanistycznym - nie przeczyta "Konrada Wallenroda". Żeromski także okrojony...
Nikt nie wywalił natomiast z VI. klasy Ani z Zielonego Wzgórza. Przepraszam, ale ta lektura dala mi w kość, mimo, iż jej nie skończyłem... To tak, nawiasem mówiąc...
Podsumowując: nasz naród dzielnie stawił czoła rusyfikacji, germanizacji, okupcji niemieckiej i rosyjskiej, komunizmowi... Teraz czas na coś, co moim zdaniem może być w skutkach paradoksalnie najbardziej zgubne: westernizacja (a może też i POizacja)...
Spróbuję teraz połączyć tematy: patriotyzmu i szkoły - dzieci właśnie. Okazja jest ku temu sprzyjająca, niestety...
Nie będę szczegółów opisywał zmiany w gimnazjalnych lekturach, jest to opisane np. tutaj . Osoby broniące tych zmian, twierdzą, że patriotyzmu można uczyć na innych lekturach, że nowe obowiązkowe są lubiane przez uczniów itd. Jednak, do cholery, jeśli w kanonie (gimnazjalnym, bo w licealnym jest) nie ma Pana Tadeusza (tak, wiem, trzeba go czytać krytycznie); jeśi nauczyciel musi wybrać: ALBO Quo Vadis, ALBO Krzyżacy ALBO Potop - to ALBO ktoś tu jest debilem i próbuje z uczniów zrobić swojego pobratymca, ALBO...
W liceach, w nowym programie - jeśli ktoś w drugiej i trzeciej klasie nie będzie na profilu humanistycznym - nie przeczyta "Konrada Wallenroda". Żeromski także okrojony...
Nikt nie wywalił natomiast z VI. klasy Ani z Zielonego Wzgórza. Przepraszam, ale ta lektura dala mi w kość, mimo, iż jej nie skończyłem... To tak, nawiasem mówiąc...
Podsumowując: nasz naród dzielnie stawił czoła rusyfikacji, germanizacji, okupcji niemieckiej i rosyjskiej, komunizmowi... Teraz czas na coś, co moim zdaniem może być w skutkach paradoksalnie najbardziej zgubne: westernizacja (a może też i POizacja)...
wtorek, 27 sierpnia 2013
Animalbook
Ostatnio, gdy wyjechałem na spacer (żeby rozprostować nogi i kręgosłup) - patrząc na pajęczynę, pomyślem sobie, co by było, gdyby... zwierzęta - a konkretniej poszczególne ich gatunki/rodzaje - miały portale społecznościowe...
Na przykładzie owej pajęczyny można by stwierdzić, że pająki miałyby przekichane. Owady by się sklikały na jakimś swoim fejsie, no i zaraz by było wiadomo, gdzie jaka "pułapka", gdzie trzeba uważać itd. Pająki musiałyby żyć z tych tępych insektów, które wlatywałyby w sieć z nadzieją, że to WiFi...
Słabe zwierzęta mogłyby się ostrzegać przed silniejszymi, porzucane pisklęta szybko znajdywałyby nowych rodziców, bociany wiedziałyby gdzie jaka pogoda itd. Jednak dobrze, że tak nie jest. Przecież Natura jest piękna dlatego, że naturalna... Choć pewnie przykładowe, "słabe" zwierzęta były w lepszej sytuacji.
Z czasem powstałyby też pewnie pewnego rodzaju masowe media. Zwierzęta na pastwisku miałyby wypełniony czas (w Ameryce już są specjalne dla psów, tyle, że ludzkie).
Choć to wszystko jest tylko taką przyrodniczą utopią, są jednak przypadki zwierząt w "naszych" mediach. Niestety, są to w dużej mierze świnie, sępy, hieny oraz barany. Tych ostatnich bodaj najwięcej...
Szkoda Mrożka. Może jeszcze coś by napisał? Jednak dobrze, że był. Świetnie, że był... To mój ulubiony autor. Mój - i może jeszcze wielu pokoleń...
P.S. Zapraszam, tradycyjnie, na bloga politycznego
Na przykładzie owej pajęczyny można by stwierdzić, że pająki miałyby przekichane. Owady by się sklikały na jakimś swoim fejsie, no i zaraz by było wiadomo, gdzie jaka "pułapka", gdzie trzeba uważać itd. Pająki musiałyby żyć z tych tępych insektów, które wlatywałyby w sieć z nadzieją, że to WiFi...
Słabe zwierzęta mogłyby się ostrzegać przed silniejszymi, porzucane pisklęta szybko znajdywałyby nowych rodziców, bociany wiedziałyby gdzie jaka pogoda itd. Jednak dobrze, że tak nie jest. Przecież Natura jest piękna dlatego, że naturalna... Choć pewnie przykładowe, "słabe" zwierzęta były w lepszej sytuacji.
Z czasem powstałyby też pewnie pewnego rodzaju masowe media. Zwierzęta na pastwisku miałyby wypełniony czas (w Ameryce już są specjalne dla psów, tyle, że ludzkie).
Choć to wszystko jest tylko taką przyrodniczą utopią, są jednak przypadki zwierząt w "naszych" mediach. Niestety, są to w dużej mierze świnie, sępy, hieny oraz barany. Tych ostatnich bodaj najwięcej...
Szkoda Mrożka. Może jeszcze coś by napisał? Jednak dobrze, że był. Świetnie, że był... To mój ulubiony autor. Mój - i może jeszcze wielu pokoleń...
P.S. Zapraszam, tradycyjnie, na bloga politycznego
wtorek, 13 sierpnia 2013
Pasi - nie pasi
Ostatnio pisałem, że jakaś laska napisała mi sms-a z propozycją. Nawet jej wtedy nie odpisałem, a ona... i tak przyszła! Tamtej nocy, gdy zasypiałem (i było ciemno jak w) - poczułem nagle dziwne, łaskoczące drapanie na dłoni - a za moment pod nosem. Przez chwilę byłem bliski stanu przedzawałowego. Jak się okazało, była to pasiklaczunia (roboczo; tudzież - robaczo, nazwijmy tak żonę pasikonika) (ostatnio, a propo's słówek, skapnąłem się iż pielgrzymująca dziewczyna to po prostu: pielgrzymka)...
To było trochę chamskie, ale, jak pisałem tutaj - lubię pasikoniki (i pasiklaczunię), bo po prostu - leczą moje kompleksy (też mają krzywe i chude nogi)...
Jeszcze jedna śmiszna historia (choć nie dla mnie) - ostatnio jeden z profesorów, zatytułował maila do mnie "Szanowny Pani"... Zawsze mógł pomylić - przez zamyślenie - "y" z "a", albo po prostu: zapomnieć "e". Tzw. "otwarta furtka"... A mnie coraz bardziej korci łysość...
Na koniec reklama wewnętrzna - zapraszam na bloga politycznego.Staraliśmy się tam z Dominikiem.
Jeszcze mały apel - pamiętajmy o polskim bluesie!
To było trochę chamskie, ale, jak pisałem tutaj - lubię pasikoniki (i pasiklaczunię), bo po prostu - leczą moje kompleksy (też mają krzywe i chude nogi)...
Jeszcze jedna śmiszna historia (choć nie dla mnie) - ostatnio jeden z profesorów, zatytułował maila do mnie "Szanowny Pani"... Zawsze mógł pomylić - przez zamyślenie - "y" z "a", albo po prostu: zapomnieć "e". Tzw. "otwarta furtka"... A mnie coraz bardziej korci łysość...
Na koniec reklama wewnętrzna - zapraszam na bloga politycznego.Staraliśmy się tam z Dominikiem.
Jeszcze mały apel - pamiętajmy o polskim bluesie!
poniedziałek, 5 sierpnia 2013
Propozycje nie do odrzucenia
Wracając do poprzedniego wpisu - zapomniałem tam o kilku rzeczach. Z jednej strony jednak to nawet dobrze, bo i tak jeszcze będę pisał jeszcze o oazie do "Drogi...".
Chciałbym Was zaprosić na nowego, politycznego bloga, do którego będę pisał teksty, a do którego rysunki wykonuje mój kolega (subiektywnypolityczny.blogspot.com). Ja dopiero się uczę pisania politycznego. Uczę się na politykach, a oni w zamian uczą się na nas rządzić... Wymiana.
A teraz krótka historyjka z dziś. Zadzwoniła do mnie Pani-Telesprzedawca i zaproponowała... ubezpieczenie od kalectwa! Akurat myślałem o czymś takim, więc trafiła idealnie...
A na poważnie, to mówiła o tym bardzo długo. Mówiła, mówiła... Nie chciałem jej jednak od razu przerywać, żeby nie czuła się jak dziecko - które pięknie się nauczyło recytować wierszyk i gdy chce go powiedzieć mamie/tacie, ci przerywają, mówiąc: nie teraz, kochanie. Nie, ja chciałem być dobrym ojcem, słuchającym - tym bardziej, że pewnie większość klientów przerywa dialog po jednym zdaniu (albo przed).
Gdy kobieta skończyła - postanowiłem ją uświadomić, iż ja już nie mam się przed czym ubezpieczać. Myślałem, że to rozmowę zakończy, ale gdzie! Stwierdziła, że mogą to być mniejsze urazy, np. unieruchomienie barku (parafrazując Bogusia, pomyślałem: "A co Ty wiesz o unieruchomionym barku"...). Nie chciałem jednak tego ubezpieczenia. Wspomniała też coś o ubezpieczeniu na życie (bodajże 200.000zł, przy czym moje życie jest warte 80zł, jak mi ostatnio życie pokazało), ale i z tego zrezygnowałem. Trzy razy pytała, czy nie chcę maila ze szczegółami - jak ten osioł ze Shreka...
Po południu dostałem też pewnego sms-a (tylko proszę do tematu podejść skromnie!). Jakaś dziewczyna pyta w nim, czy poprzytulamy się wieczorem. Jednak jeśli ona za sms-a bierze 1.23 - to nie chcę wiedzieć, ile za przytulanie...
Chciałbym Was zaprosić na nowego, politycznego bloga, do którego będę pisał teksty, a do którego rysunki wykonuje mój kolega (subiektywnypolityczny.blogspot.com). Ja dopiero się uczę pisania politycznego. Uczę się na politykach, a oni w zamian uczą się na nas rządzić... Wymiana.
A teraz krótka historyjka z dziś. Zadzwoniła do mnie Pani-Telesprzedawca i zaproponowała... ubezpieczenie od kalectwa! Akurat myślałem o czymś takim, więc trafiła idealnie...
A na poważnie, to mówiła o tym bardzo długo. Mówiła, mówiła... Nie chciałem jej jednak od razu przerywać, żeby nie czuła się jak dziecko - które pięknie się nauczyło recytować wierszyk i gdy chce go powiedzieć mamie/tacie, ci przerywają, mówiąc: nie teraz, kochanie. Nie, ja chciałem być dobrym ojcem, słuchającym - tym bardziej, że pewnie większość klientów przerywa dialog po jednym zdaniu (albo przed).
Gdy kobieta skończyła - postanowiłem ją uświadomić, iż ja już nie mam się przed czym ubezpieczać. Myślałem, że to rozmowę zakończy, ale gdzie! Stwierdziła, że mogą to być mniejsze urazy, np. unieruchomienie barku (parafrazując Bogusia, pomyślałem: "A co Ty wiesz o unieruchomionym barku"...). Nie chciałem jednak tego ubezpieczenia. Wspomniała też coś o ubezpieczeniu na życie (bodajże 200.000zł, przy czym moje życie jest warte 80zł, jak mi ostatnio życie pokazało), ale i z tego zrezygnowałem. Trzy razy pytała, czy nie chcę maila ze szczegółami - jak ten osioł ze Shreka...
Po południu dostałem też pewnego sms-a (tylko proszę do tematu podejść skromnie!). Jakaś dziewczyna pyta w nim, czy poprzytulamy się wieczorem. Jednak jeśli ona za sms-a bierze 1.23 - to nie chcę wiedzieć, ile za przytulanie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)