Do pierwszego meczu jeszcze 18 godzin, a ja już wszystko wiem.
FAZA GRUPOWA:
Polska - Grecja 2:1
Rosja - Czechy 2:1
Holandia - Dania 1:0
Niemcy - Portugalia 0:0
Hiszpania - Włochy 2:0
Irlandia - Chorwacja 0:1
Francja - Anglia 1:1
Ukraina - Szwecja 2:2
Grecja - Czechy 2:0
Polska - Rosja 3:2
Dania - Portugalia 1:1
Holandia - Niemcy 2:0
Włochy - Chorwacja 1:2
Hiszpania - Irlandia 2:0
Ukraina - Francja 1:3
Szwecja - Anglia 2:3
Czechy - Polska 1:3
Grecja - Rosja 0:0
Portugalia - Holandia 3:2
Dania - Niemcy 0:2
Chorwacja - Hiszpania 2:2
Włochy - Irlandia 0:0
Anglia - Ukraina 2:1
Szwecja - Francja 2:2
ĆWIERĆFINAŁY:
Polska - Portugalia 3:2 :)
Holandia - Grecja 2:0
Hiszpania - Francja 4:2
Anglia - Chorwacja 1:2
PÓŁFINAŁY:
Polska - Hiszpania 1:0
Holandia - Chorwacja 2:0
FINAŁ:
Polska - Holandia 1:0
Alem się opisał...
czwartek, 7 czerwca 2012
środa, 6 czerwca 2012
Euro. Będzie spoko!
Dzisiaj podobno jakieś ciekawe zjawisko na Niebie było. Niestety, obudziłem się "ciut" za późno... Tak długie wakacje są raz w życiu, a to zjawisko ma być widoczne ponownie już za 114 lat, więc wybrałem wakacje. Tak, na logikę...
Hymn nasz na Euro, w piątek, ma zaśpiewać jakiś chór akademicki podobno. Szkoda. Ja w tej roli widziałbym raczej kogoś, kto jest słynny w Europie, kto ma już podobne doświadczenie na tego typu imprezie. Mój typ: E. Górniak!
Muszę się czymś pochwalić. W następnym tygodniu prawdopodobnie będę wolontariuszem w krakowskiej strefie kibica, przez kilka dni. Lepiej coś robić, niż "przewidywać" klapę organizacyjną i jończyć, że u nas, to wszystko jest byle jakie i nie takie, jak na Zachodzie.
Już mam nawet nocleg w uduchowionym miejscu - dzięki koleżance - zaklepany, tylko... mam jeden dylemat.
Ostatnio, coś mi zaczęło w wózku skrzypieć jak jadę, zwłaszcza po nierównym. Ciężko to usunąć, a Błonia (bo tam będzie strefa) są raczej nierównym terenem. Szykuje się więc skrzypianko...
Czy mam do tego prawo? Prawo do robienia negatywnej reklamy Polsce?
No bo, jak będę jechał przez te Błonia we wte i we wte, i będę przejeżdżał być może koło tych samych osób, to któremuś kibicowi mogą puścić nerwy. Zajedzie potem taki do ojczyzny, usłyszy pytanie: "No, i jak było w Polsce?" i co? Przed oczami stanie mu nie polski bigos, nie Kościół Mariacki, nawet nie Polki, a... odgłos mojego wózka! Choć, odgłos to bardziej przed uszami, niż oczami...
No i jak chłopina odpowie? Nijak, bo ciary na plecach i zaniemówi. Taką zrobię reklamę...
Życzę Wam miłego i OWOCNEGO kibicowania! I mi też kibicujcie, ok?
Jeszcze prośba: zróbmy sobie urlop od narzekania, przynajmniej na te trzy tygodnie. W końcu, każdy ma prawo do trzytygodniowego urlopu!
Hymn nasz na Euro, w piątek, ma zaśpiewać jakiś chór akademicki podobno. Szkoda. Ja w tej roli widziałbym raczej kogoś, kto jest słynny w Europie, kto ma już podobne doświadczenie na tego typu imprezie. Mój typ: E. Górniak!
Muszę się czymś pochwalić. W następnym tygodniu prawdopodobnie będę wolontariuszem w krakowskiej strefie kibica, przez kilka dni. Lepiej coś robić, niż "przewidywać" klapę organizacyjną i jończyć, że u nas, to wszystko jest byle jakie i nie takie, jak na Zachodzie.
Już mam nawet nocleg w uduchowionym miejscu - dzięki koleżance - zaklepany, tylko... mam jeden dylemat.
Ostatnio, coś mi zaczęło w wózku skrzypieć jak jadę, zwłaszcza po nierównym. Ciężko to usunąć, a Błonia (bo tam będzie strefa) są raczej nierównym terenem. Szykuje się więc skrzypianko...
Czy mam do tego prawo? Prawo do robienia negatywnej reklamy Polsce?
No bo, jak będę jechał przez te Błonia we wte i we wte, i będę przejeżdżał być może koło tych samych osób, to któremuś kibicowi mogą puścić nerwy. Zajedzie potem taki do ojczyzny, usłyszy pytanie: "No, i jak było w Polsce?" i co? Przed oczami stanie mu nie polski bigos, nie Kościół Mariacki, nawet nie Polki, a... odgłos mojego wózka! Choć, odgłos to bardziej przed uszami, niż oczami...
No i jak chłopina odpowie? Nijak, bo ciary na plecach i zaniemówi. Taką zrobię reklamę...
Życzę Wam miłego i OWOCNEGO kibicowania! I mi też kibicujcie, ok?
Jeszcze prośba: zróbmy sobie urlop od narzekania, przynajmniej na te trzy tygodnie. W końcu, każdy ma prawo do trzytygodniowego urlopu!
poniedziałek, 4 czerwca 2012
POP-smutek
Dzisiaj obchodzimy Święto Wolności, bo dziś 4 czerwca - wiadomo o co chodzi. Korzystając z wolności. chciałem trochę ponarzekać na muzykę popową w Polsce. Nie jestem krytykiem muzycznym, może się nie znam, ale żeby sobie narzeknąć na swoim blogu - znać się raczej nie trzeba.
W ogóle, to chciałbym zacząć od tego, że chyba trzeba być kretynem, żeby być chłopakiem popowej piosenkarki. Przecież, jak się takiej podpadnie, to koniec! Nagra piosenkę, wygarnie w niej wszystkie wady delikwenta, a później słuchają tego miliony. Chociaż tyle, że nazwiskami nie sypie...
A w tym wygarnianiu, rozróżniam trzy fazy stanów emocjonalnych. Odnoszę wrażenie - choć, oczywiście, nie uogólniam - że dużo polskich pop-piosenek, śpiewanych przez dziewczyny - kręci się wokół tych trzech faz właśnie. Pozwolę je sobie teraz nazwać i, po krótce, scharakteryzować.
Faza pierwsza: "Chociaż wciąż jesteśmy parą, zaraz trzepnę cię gitarą".
Jest to faza, w której podmiot liryczny niby chodzi ze swoim chłopakiem, ale ten ostatni nie jest taki, jaki sobie wymarzył przedostatni. W tym stanie, często jest też mowa o lęku przed jutrem albo pojutrzem.
Faza druga: "Jak cię dorwę na ulicy, zostanie ci wiór z przyłbicy".
Faza na krótko po rozstaniu. Podmiot liryczny jest w niej wściekły, cudem tylko obchodzi się bez nazwisk. Padają teksty, że głowa mała. Moje współczucie dla obu stron...
Faza trzecia: "Już mi w sumie przeszedł smutek, ale jeszcze czuję skutek".
Faza na dłuższy okres po rozstaniu. Nie ma już takiej agresji, ale podmiot liryczny jeszcze jest wnerwiony. W gruncie rzeczy jednak, nie wie, czy żałuje czy nie...
To były te trzy fazy, występujące, według mnie, często w polskim popie.
W ogóle, to chciałbym zacząć od tego, że chyba trzeba być kretynem, żeby być chłopakiem popowej piosenkarki. Przecież, jak się takiej podpadnie, to koniec! Nagra piosenkę, wygarnie w niej wszystkie wady delikwenta, a później słuchają tego miliony. Chociaż tyle, że nazwiskami nie sypie...
A w tym wygarnianiu, rozróżniam trzy fazy stanów emocjonalnych. Odnoszę wrażenie - choć, oczywiście, nie uogólniam - że dużo polskich pop-piosenek, śpiewanych przez dziewczyny - kręci się wokół tych trzech faz właśnie. Pozwolę je sobie teraz nazwać i, po krótce, scharakteryzować.
Faza pierwsza: "Chociaż wciąż jesteśmy parą, zaraz trzepnę cię gitarą".
Jest to faza, w której podmiot liryczny niby chodzi ze swoim chłopakiem, ale ten ostatni nie jest taki, jaki sobie wymarzył przedostatni. W tym stanie, często jest też mowa o lęku przed jutrem albo pojutrzem.
Faza druga: "Jak cię dorwę na ulicy, zostanie ci wiór z przyłbicy".
Faza na krótko po rozstaniu. Podmiot liryczny jest w niej wściekły, cudem tylko obchodzi się bez nazwisk. Padają teksty, że głowa mała. Moje współczucie dla obu stron...
Faza trzecia: "Już mi w sumie przeszedł smutek, ale jeszcze czuję skutek".
Faza na dłuższy okres po rozstaniu. Nie ma już takiej agresji, ale podmiot liryczny jeszcze jest wnerwiony. W gruncie rzeczy jednak, nie wie, czy żałuje czy nie...
To były te trzy fazy, występujące, według mnie, często w polskim popie.
czwartek, 31 maja 2012
Ruch to zdrowie
Nareszcie mam trochę czasu na piśmiennictwo. Okazuje się, że znaleźć czas na posta, to sprawa nieprosta. Nawet dla rencisty...
Słuchajcie, wykształceni atakują. I to polską młodzież, która kiedyś będzie pracować na ich emerytury...
Ci inteligenci twierdzą, że młodzież się... za mało rusza! Ale wymyślili...
Ciekawe, czy na przykład mnie wzięli pod uwagę. Ja byłbym idealnym przykład na to, by udowodnić, że tego typu badania kłamią.
No bo, czy ja się ruszam? Wygląda na to, że nie. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że dużo poruszam się na przykład na swoim Melexie. Jakby to powiedział pan od fizyki, "nie poruszam się względem Melexa, ale poruszam się względem otoczenia" - a więc, względem tego doktorka od mierzenia ruchu też. Problem jednak w tym, że dla nich jak ktoś nie robi pompek albo nie fika koziołków - to się nie rusza...
No, albo na przykład, komputer. Polska młodzież (ja poniekąd też) sporo czasu spędza na "pracy z komputerem". A przecież, tu też się trzeba sporo naruszać rękami, karkiem... Czasem bardzo dużo, samą myszką w ciągu kilku godzin można zrobić nawet kilometr. Ale tego oczywiście uczeni też pod uwagę nie wezmą, bo po co?
Tak, Moi Drodzy. Tak wyglądają diagnozy społeczne. Nie jest brany pod uwagę całokształt, tylko powierzchowne aspekty. Siedzi na wózku - czyli się nie rusza; siedzi przy komputerze, czyli się nie rusza...
Tak wygląda łamanie VIII Przykazania przez doktorków... "Mało się rusza", "Mało się rusza"...
Słuchajcie, wykształceni atakują. I to polską młodzież, która kiedyś będzie pracować na ich emerytury...
Ci inteligenci twierdzą, że młodzież się... za mało rusza! Ale wymyślili...
Ciekawe, czy na przykład mnie wzięli pod uwagę. Ja byłbym idealnym przykład na to, by udowodnić, że tego typu badania kłamią.
No bo, czy ja się ruszam? Wygląda na to, że nie. Ale trzeba wziąć pod uwagę, że dużo poruszam się na przykład na swoim Melexie. Jakby to powiedział pan od fizyki, "nie poruszam się względem Melexa, ale poruszam się względem otoczenia" - a więc, względem tego doktorka od mierzenia ruchu też. Problem jednak w tym, że dla nich jak ktoś nie robi pompek albo nie fika koziołków - to się nie rusza...
No, albo na przykład, komputer. Polska młodzież (ja poniekąd też) sporo czasu spędza na "pracy z komputerem". A przecież, tu też się trzeba sporo naruszać rękami, karkiem... Czasem bardzo dużo, samą myszką w ciągu kilku godzin można zrobić nawet kilometr. Ale tego oczywiście uczeni też pod uwagę nie wezmą, bo po co?
Tak, Moi Drodzy. Tak wyglądają diagnozy społeczne. Nie jest brany pod uwagę całokształt, tylko powierzchowne aspekty. Siedzi na wózku - czyli się nie rusza; siedzi przy komputerze, czyli się nie rusza...
Tak wygląda łamanie VIII Przykazania przez doktorków... "Mało się rusza", "Mało się rusza"...
środa, 23 maja 2012
101 technik wykorzystania prochów
Jeśli ktoś po tytule pomyślał, że wpis będzie o pomysłach na zastosowanie "tych" prochów, które opracował ćpun-autor, to jest mi przykro, bo nie.
Zanim przejdziemy do prochów, to najpierw stan przedproszny. Podobno, teraz można pobierać materiał genetyczny od człowieka świeżo zmarłego. Po mojemu to to jest nieetyczne i jakby co, to ja się na to nie godzę. Ale nie tylko na to...
Podobno, bogaci ludzie mają teraz czasem takie życzenie, żeby po śmierci przerobić ich na Wizir i... rozsypać w kosmosie!
Na to też mojej zgody nie będzie! No bo, co w momencie, kiedy ten proszek spadnie Ziemię? Albo na przykład, konkretnie na moją głowę? Lub do zupy, którą będę spożywał akurat na świeżym powietrzu? A do tego, jeśli ten sproszkowany był za klubem na C. lub R.? Ja sobie nie życzę, żeby kibic tych klubów pływał w mojej pomidorowej! Owszem, na popiole nie będzie tego napisane, ale to tym bardziej...
I jeszcze jedna kwestia: ślubu po śmierci na życzenie tego, co się ostał. O, nie...
Nie wiem, na ile to jest prawda, ale obiło mi się o uszy, że jest taka możliwość. Przy czym, przecież wiadomo, że zmarły się nie obroni, prawda? Zgody też nie wyrazi...
Na wszelki wypadek, w testamencie zaznaczę, żeby mi po śmierci wszystkie palce serdeczne poobcinali, razem z tymi u nogi. Tak, żeby symbolicznie wyrazić sprzeciw wobec takiej ceremonii. Wiadomo, co jakiej strzeli do głowy?
Jeśli myślisz, że po śmierci już się kończy ziemskie życie,
Wiedz, że możesz się sproszkować i tak fruwać po orbicie.
Ale prędzej to czy później, czy u góry czy na dole,
Będziesz musiał się odnaleźć w nowej roli, patrz: popiole...
Zanim przejdziemy do prochów, to najpierw stan przedproszny. Podobno, teraz można pobierać materiał genetyczny od człowieka świeżo zmarłego. Po mojemu to to jest nieetyczne i jakby co, to ja się na to nie godzę. Ale nie tylko na to...
Podobno, bogaci ludzie mają teraz czasem takie życzenie, żeby po śmierci przerobić ich na Wizir i... rozsypać w kosmosie!
Na to też mojej zgody nie będzie! No bo, co w momencie, kiedy ten proszek spadnie Ziemię? Albo na przykład, konkretnie na moją głowę? Lub do zupy, którą będę spożywał akurat na świeżym powietrzu? A do tego, jeśli ten sproszkowany był za klubem na C. lub R.? Ja sobie nie życzę, żeby kibic tych klubów pływał w mojej pomidorowej! Owszem, na popiole nie będzie tego napisane, ale to tym bardziej...
I jeszcze jedna kwestia: ślubu po śmierci na życzenie tego, co się ostał. O, nie...
Nie wiem, na ile to jest prawda, ale obiło mi się o uszy, że jest taka możliwość. Przy czym, przecież wiadomo, że zmarły się nie obroni, prawda? Zgody też nie wyrazi...
Na wszelki wypadek, w testamencie zaznaczę, żeby mi po śmierci wszystkie palce serdeczne poobcinali, razem z tymi u nogi. Tak, żeby symbolicznie wyrazić sprzeciw wobec takiej ceremonii. Wiadomo, co jakiej strzeli do głowy?
Jeśli myślisz, że po śmierci już się kończy ziemskie życie,
Wiedz, że możesz się sproszkować i tak fruwać po orbicie.
Ale prędzej to czy później, czy u góry czy na dole,
Będziesz musiał się odnaleźć w nowej roli, patrz: popiole...
czwartek, 17 maja 2012
Przysłowie prawdę Ci powie
Sentencje, maksymy, ludowe przysłowia.. Łączy je to, że przekazują nam jakieś rady, spostrzeżenia, na temat życia, świata... Łączy - czy powinno łączyć?
Pozwólcie, że dziś wezmę na warsztat takie trzy "mądre zdanie", co mnie strasznie wkurzają.
1. "Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera".
Tymczasem, kolega pokazał mi dokument, gdzie wyraźnie jest napisane, że aby dostać się do jednej ze szkół wojskowych, wymagana jest... Matura. A więc to zdanie kłamie (no, chyba, że ktoś chce iść do łączności)...
2. "Nie chciało się dźwigać teczki - trzeba dźwigać dziś woreczki".
Ta mądrość jest po części prawdziwa, choć biorąc pod uwagę fakt, że dzisiaj łatwiej o pracę po zawodówce niż studiach, powinno brzmieć ono tak: "Jeśli poszedłeś na studia, by zarabiać po nich krocie - szybko idź do pośredniaka, a później na bezrobocie"...
3. "Tylko krowa nie zmienia zdania".
To to już mnie wkurza niesamowicie. No bo, ja się pytam: kto wie, czy krowa nie zmienia zdania? Kogo obchodzą krowie poglądy? Nikogo! Bo krowa to tylko mleko-łąka-stajnia-mleko-łąka-stajnia... A jej zdanie, jej światopogląd, jej wizja świata to sprawy nieistotne...
I może ona właśnie zmienia zdanie?! Kto udowodnił, że nie?
JA, JAKO WIEŚNIAK (NIEMAL ROLNIK), Z KTÓREGO TO POCHODZENIA JESTEM Z RESZTĄ DUMNY, APELUJĘ O NIEUŻYWANIE TEGO powiedzenia! I WIĘCEJ SZACUNKU DO KRÓW! WIĘCEJ SZACUNKU!
Pozwólcie, że dziś wezmę na warsztat takie trzy "mądre zdanie", co mnie strasznie wkurzają.
1. "Nie matura, lecz chęć szczera zrobi z ciebie oficera".
Tymczasem, kolega pokazał mi dokument, gdzie wyraźnie jest napisane, że aby dostać się do jednej ze szkół wojskowych, wymagana jest... Matura. A więc to zdanie kłamie (no, chyba, że ktoś chce iść do łączności)...
2. "Nie chciało się dźwigać teczki - trzeba dźwigać dziś woreczki".
Ta mądrość jest po części prawdziwa, choć biorąc pod uwagę fakt, że dzisiaj łatwiej o pracę po zawodówce niż studiach, powinno brzmieć ono tak: "Jeśli poszedłeś na studia, by zarabiać po nich krocie - szybko idź do pośredniaka, a później na bezrobocie"...
3. "Tylko krowa nie zmienia zdania".
To to już mnie wkurza niesamowicie. No bo, ja się pytam: kto wie, czy krowa nie zmienia zdania? Kogo obchodzą krowie poglądy? Nikogo! Bo krowa to tylko mleko-łąka-stajnia-mleko-łąka-stajnia... A jej zdanie, jej światopogląd, jej wizja świata to sprawy nieistotne...
I może ona właśnie zmienia zdanie?! Kto udowodnił, że nie?
JA, JAKO WIEŚNIAK (NIEMAL ROLNIK), Z KTÓREGO TO POCHODZENIA JESTEM Z RESZTĄ DUMNY, APELUJĘ O NIEUŻYWANIE TEGO powiedzenia! I WIĘCEJ SZACUNKU DO KRÓW! WIĘCEJ SZACUNKU!
poniedziałek, 14 maja 2012
Małe K2
W sobotę, dzięki fundacji "Mimo Wszystko", udało mi się - wraz z siedmioma innymi osobami, z którymi jedziemy na tym samym wózku - wyjechać na symboliczne K2, czyli Kopiec Kościuszki. No ale, nie od razu...
Gdy zajechaliśmy pod Kopiec, zaczeło strasznie wiać. Jednak nie przeszkadzało to ani uczestnikom, ani organizatorem, ani... dziennikarzom. Tylu dziennikarzy, to jeszcze na żywo nie widziałem i pewnie nie zobaczę.
Było ich tak dużo, iż przez chwilę myślałem, że może pomylili sobie Kopiec z Sejmem - to okrągłe, to okrągłe. Na wszelki wypadek, przygotowałem sobie taką formułkę, że ja to z tą ustawą emerytalną nie mam nic wspólnego i że ja nawet na nich nie głosowałem. Formułka nie była jednak potrzebna, bo nikt sobie niczego nie pomylił.
Zaraz po przyjeździe, przydzielony mi został bardzo sympatyczny wolontariusz, który miał za zadanie pomogać mi wyjechać, pilnować, żebym nie spadł (bo to mimo wszystko wysokawo) - ewentualnie łapać, np. za kaptur. W ogóle, wszyscy wolontariusze (a zwłaszcza wolontariuszki:D) byli bardzo sympatyczni...
Po kilkudziesięciu minutach, zaczęliśmy wyjeżdżać. Naprawdę, nie wyobrażałem sobie, że to jest "aż tak" stromo. Do tego, ręce mi trochę skostniały z zimna i gdyby nie pomoc Mamy i kolegi-wolontariusza, to raczej bym nie wyjechał.
A na górze... Fajny widok. Chyba lepszy nawet niż z górki, na której mieszkam. Cały Kraków... Super. Niestety, ulewny deszcz nie pozwolił zostać tam długo.
A samo zejście, co może się wydawać dziwne, łatwe nie było. Dość stromo, do tego ślisko od deszczu. Przynajmniej była adrenalina...
A wracając do dziennikarzy, to mi też kilkoro zadawało pytania. Najgorzej było z z mini-wywiadem dla TVN-u, no bo, jako katolik, nie chciałem ryzykować ekskomuniki. Odpowiedziałem jednak sympatycznej pani redaktor na pytania i, na szczęście, w Kościele jestem nadal... Z resztą, ja mówię na tyle niewyraźnie, że w telewizji indywidualnie na pewno mnie nie pokażą, więc mogę spać spokojnie.
Chciałbym podziękować: Fundacji "Mimo Wszystko", pani Annie Dymnej, która oczywiście towarzyszyła nam w tej wyprawie, kierownikowi wyprawy Januszowi Świtajowi, panu Michałowi Serwińskiemu, wolontariuszom i wszystkim zaangażowanym, za możliwość nie tylko wyjazdu na Kopiec, ale i spotkania tylu wspaniałych osób!
A co do K2, to tam też wyjadę. Czekam tylko, aż zrobią podjazdy, które - jako, że górka wysoka - zaczną się pewnie już koło mnie...
Gdy zajechaliśmy pod Kopiec, zaczeło strasznie wiać. Jednak nie przeszkadzało to ani uczestnikom, ani organizatorem, ani... dziennikarzom. Tylu dziennikarzy, to jeszcze na żywo nie widziałem i pewnie nie zobaczę.
Było ich tak dużo, iż przez chwilę myślałem, że może pomylili sobie Kopiec z Sejmem - to okrągłe, to okrągłe. Na wszelki wypadek, przygotowałem sobie taką formułkę, że ja to z tą ustawą emerytalną nie mam nic wspólnego i że ja nawet na nich nie głosowałem. Formułka nie była jednak potrzebna, bo nikt sobie niczego nie pomylił.
Zaraz po przyjeździe, przydzielony mi został bardzo sympatyczny wolontariusz, który miał za zadanie pomogać mi wyjechać, pilnować, żebym nie spadł (bo to mimo wszystko wysokawo) - ewentualnie łapać, np. za kaptur. W ogóle, wszyscy wolontariusze (a zwłaszcza wolontariuszki:D) byli bardzo sympatyczni...
Po kilkudziesięciu minutach, zaczęliśmy wyjeżdżać. Naprawdę, nie wyobrażałem sobie, że to jest "aż tak" stromo. Do tego, ręce mi trochę skostniały z zimna i gdyby nie pomoc Mamy i kolegi-wolontariusza, to raczej bym nie wyjechał.
A na górze... Fajny widok. Chyba lepszy nawet niż z górki, na której mieszkam. Cały Kraków... Super. Niestety, ulewny deszcz nie pozwolił zostać tam długo.
A samo zejście, co może się wydawać dziwne, łatwe nie było. Dość stromo, do tego ślisko od deszczu. Przynajmniej była adrenalina...
A wracając do dziennikarzy, to mi też kilkoro zadawało pytania. Najgorzej było z z mini-wywiadem dla TVN-u, no bo, jako katolik, nie chciałem ryzykować ekskomuniki. Odpowiedziałem jednak sympatycznej pani redaktor na pytania i, na szczęście, w Kościele jestem nadal... Z resztą, ja mówię na tyle niewyraźnie, że w telewizji indywidualnie na pewno mnie nie pokażą, więc mogę spać spokojnie.
Chciałbym podziękować: Fundacji "Mimo Wszystko", pani Annie Dymnej, która oczywiście towarzyszyła nam w tej wyprawie, kierownikowi wyprawy Januszowi Świtajowi, panu Michałowi Serwińskiemu, wolontariuszom i wszystkim zaangażowanym, za możliwość nie tylko wyjazdu na Kopiec, ale i spotkania tylu wspaniałych osób!
A co do K2, to tam też wyjadę. Czekam tylko, aż zrobią podjazdy, które - jako, że górka wysoka - zaczną się pewnie już koło mnie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)